Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2013

Szwedzkostan i Pippi Långstrump

Witajcie!
 
Nareszcie nadszedł najpiękniejszy okres w roku. Okres letni, wakacyjny. I choć większość tego czasu spędzę w pracy, to i tak warto na niego czekać. Zwłaszcza że lato jest idealna porą na wydobycie schowanej w głębi kreatywności. My uzyskujemy nową, wspaniałą cechę, dzieciaki - mnóstwo radości. Ja również postanowiłam naładować pedagogiczne akumulatory. Już dziś zaczynam podłączać się do słońca, którego chwilowo mamy niewiele, ale może dzięki temu zaczniemy doceniać każdy pozytywny promiń. A tymczasem...
 
... pozdrawiam z kraju mojej literackiej faworytki! Tak, tak! Tradycyjnie wybrałam się na szwedzki urlop. To właśnie w Szwecji w roku 1945 narodziła się Pippilotta Wiktualia Firandella Złotomonetta Pończoszanka. Dziewczynka, którą pokochał cały świat!
 
Sympatycznego urwisa płci żeńskiej stworzyła najwybitniejsza (co do tego nie mam żadnych wątpliwości) dziecięca pisarka szwedzka - Astrid Lindgren. Jest ona autorką równie przebojowych "Dzieci z Bullerbyn", powieści, którą z zamiłowaniem czytają także "okazjonalni" mali czytelnicy, co świadczy o  prestiżu słowa pani Lindgren. Opowieść o przyjaciołach z jednego podwórka kierowana jest do dzieci nieco starszych, "Pippi Långstrump" teoretycznie także, w praktyce uwielbiana jest już przez dzieci w wieku przedszkolnym, ktore niejednokrotnie śpiewają podczas zabawy: "Nie martwcie się o mnie! Ja zawsze sobie dam radę!".
 
A kim właściwie jest owa Pippi? Być może naiwnie, ale wierzę w to, że nie ma wśród nas osoby, która Pippilotty by nie znała. Dlatego jej krótka charakterystyka (obszerniejsze opisy poszczególnych części powieści w kolejnych postach) niech będzie tylko odkurzeniem starych wspomnień.
 
Pippi Långstrump, a polska Pippi Pończoszanka (choć przyznaję, że orginalne nazewnictwo jest mi bliższe), jest dziewięcioletnią dziewczynką o rudych i odstających warkoczach. Mieszka w Willi Śmiesznotce wraz z małpką Panem Nilssonem oraz koniem. Jest sierotą, która z torbą pełną monet i głową nasączoną pomysłami poznaje świat obnażając przy tym głupotę dorosłych. Niesforna, ale zawsze niosąca pomoc potrzebującym. Jest przykładem zwalczania wszelakich problemów dowcipem i zabawą. Nie dba o kindersztubę, bo najważniejsze jest bycie szczęśliwym. W skarpetach nie do pary, ale szczęśliwym beztrosko. Po dziecięcemu. Jest nadzieją na podnoszenie się z każdej klęski. Wystarczą tylko chęci i mnóstwo marzeń. Bo dla dziewczynki takiej jak ona nie ma granic nie do pokonania. Granice stwarzane są przez dorosłych, dzieci są poza nimi. "A jak dorosnę zostanę piratem!" i ponownie świat będzie stał przed nią otworem. Wybór ścieżki, którą obierzemy należy do nas. I trzeba zdecydować się na taką, która nie będzie ograniczać naszej wyobraźni. To właśnie pragnie przekazać Astrid Lindgren swoim małym odbiorcom poprzez niesforną postać Pippi.
 
Powstała cała seria opowiadań o Pippi. O nich jednak szerzej innym razem. A ja na ten okres wakacyjny mam jeden zasadniczy cel... Znaleźć "Pippi Långstrump" w wersji szwedzkiej. Jednak nie tę wydaną ówcześnie, ale tę z 1945 roku. O taką znacznie trudniej, ponieważ Szwedzi uwielbiają swoje narodowe dobra i nie pozbywają się ich tak często jak Polacy. Mam jednak w planach podróż po targach starości. W poprzednich latach nie miałam szczęścia, ale może właśnie w tym roku ujrzę pozytywny promień...

niedziela, 2 czerwca 2013

Mała rzecz o dużej kupie


Dziś seria książek zdecydowanie dla dzieci, ale zanim o tym koniecznie muszę nawiązać do wcześniejszego rozbierania.

Po ponownym przeglądaniu kart książki mój wzrok na dłużej zatrzymał się na "Dziewczynce z zapałkami". Poprzednim razem analiza tej baśni nie została przeze mnie odpowiednio zauważona. Tym razem naszła mnie refleksja, która mogłaby być myślą przewodnią Willi Śmiesznotki: czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj dziecku. Ogromna liczba rodziców, ba! - zbyt wielka rzesza nauczycieli! - nie czyta. Nie sięgają po literaturę dorosłą, bo to zbyt nudne, małowartościowe, czasochłonne. A do tego wszystkiego nie pozostawia żadnego namacalnego śladu, który świadczyłby o czytaniu. Coś w stylu: Przeczytałem. Było, minęło. I co mi z tego pozostało. Tożsamo podchodzą do "książeczek dla dzieci", które, w ich mniemaniu, oprócz treści wizualnej nic nie wnoszą. Kolosalna krótkowzroczność dorosłego ponownie daje o sobie znać...

Nie odchodząc od tematu, powracam do dziewczynki w łachmanach, którą uśmierciła jej naiwna wiara w urzeczywistnianie marzeń. Stojąc na deskach teatru jako kilkuletnia dziewczynka i wcielając się w bohaterkę wykreowaną przez Andersena, płakałam. Płakałam nad losem trochę młodszej literackiej koleżanki. I nie dlatego, że wymagał tego scenariusz. Baśń nie była mi obojętna, utożsamiałam się z dziewczynką, czułam jej strach, zimno i zamarzające na rzęsach łzy. To było zwykłe dziecięce odczuwanie, którego bym nie poznała, gdybym nie miała kontaktu z literaturą. Odkurzony tekst wywołał EMOCJE. I to kolejny element świadczący o konieczności czytania najmłodszym. Dla odkrywania uczuć warto sięgać do wielkich baśniowych słów. Jeśli nie dla nas samych, to dla nich. I może nie od razu ujrzymy strach, miłość, przerażenie, łzy. To wykiełkuje po latach, wyjrzy z podświadomości. To tyle słów wtrącenia. Powracam do sedna, czyli:

Małej rzeczy o dużej kupie.

Pernilla Stalfelt, która jest autorką serii książek dla dzieci "Bez tabu" pochodzi ze Szwecji. I za to kocham ten kraj. Za literaturę dla dzieci: prostą, codzienną, bez kamuflażu. Bezwstydną w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bo taka literatura dla dzieci powinna być: bezwstydna. Zażenowanie jest cechą dorosłych o czym nie zawsze pamiętamy. Ale o kupie ciąg dalszy. "Mała książka o kupie" nie jest jedyną pozycją stworzoną przez autorkę, ale chyba najbardziej szokującą polskie społeczeństwo. Kiedy udałam się w poszukiwaniu całej serii do punktu znanej sieci sprzedającej książki, musiałam prosić o pomoc obsługę. Przeszukałam wszystkie regały na dziale dziecięcym: książka po książce, na koniec okazało się, że to pozycje zbyt kontrowersyjne jak na ten dział i zostałam skierowana ku poradnikom. Konsultantka, która mnie obsługiwała udzieliła mi również informacji, że zostało to przeniesione na prośbę klientów, którzy byli oburzeni swobodnym dostępem do "tych rzeczy". No tak. Bo przecież dziecko kupy nie widziało!

A ja wam powiem, drodzy zawstydzeni, kupa dla dzieci jest bardzo ważna. Ważniejsza nawet od zabawy! Przed oczami mam przedszkolaki, które głośno oświadczają, że idą kupę. A spróbuj nie usłyszeć! O kupie dzieci wiedzieć trzeba! Ale zabawa zaczyna się po, kiedy dowiadujesz się z ilu części była zbudowana, co przypominała i jakiej faktury była. Pernilla przedstawia cały atlas kup: kupa-kiełbaska, kupa-śrubka, kupa-szyszka. Ale przede wszystkim opisuje ją jako naturalną część bytu człowieka i zwierząt. Ogląd i opis kup zwierzęcych również tam odnajdziemy...  A jak!

Przedszkolak chce dzielić się tym, co widzi, ale dorośli często mówią: STOP. Nie chcesz o niej rozmawiać, bo to trąci obrzydliwością. Wstydzisz się rozmów o kupie, wstydzić się będziesz rozmów o dojrzewaniu, seksie. A maluch pójdzie szukać odpowiedzi u innych źródeł. Od kupy się wszystko zaczyna... Czas przełamać stereotypowe myślenie i przewartościować tematykę rozmów z dzieckiem, które wstydu uczy się od dorosłego. "Mała książka o kupie" została przez czterolatki przyjęta z wielkim zainteresowaniem, a co najważniejsze: policzki im się nie rumieniły. A ile toaletowych historii przy tym powstało... :)

Warte polecenia są również rozważania o miłości (bo tak trudno czasami powiedzieć "kocham"), o śmierci (co dzieje się z Zygmuntem, muchą i innymi stworzeniami), o przemocy, strachach (tak bardzo lekceważonych), o włosach (o tragedii ich mycia i rozczesywania) i w końcu o życiu.